Black Metal z Nidrozji – przegląd

Pomimo tego, co możnaby stwierdzić przy powierzchownym oglądzie stanu rzeczy, w Norwegii wciąż ukrywają się pierwotne ciemne siły, emanujące poprzez takich wydawców, jak: Fossbrenna Creations, Nordkult Rituals, czy Terratur Possessions.

nidrozjanie

SARATH – Co tu dużo gadać, tradycyjny norweski black metal wysokich lotów, nordycka melodyka, nieco satyriconowy wokal. Horda istnieje począwszy od zimy 2001 i jak wieść głosi większość ich nagrań pozostaje niewydana. Dopiero niedawno wypłynęli na szersze wody poprzez świetny długograj pt. Siste Indre, który ukazał się via World Terror Comitee.

BLACK MAJESTY – ściśle satanistyczna dewocja, a przy tym nie żaden cyrk – ludki z Black Majesty traktują zagadnienie śmiertelnie poważnie, wiedzą o co im chodzi i znają się na rzeczy. Oldschoolowy wyziew z lochów diabła, zionący zapowiedzią zguby, plag i spełnienia klątw rzucanych przeciw stwórcy i jego kundlom. Okultyzm to nie puste hasło w tym wypadku, ba, okultyzm po prostu tutaj słychać. Niska tonacja, proste, ale doskonale pasujące klawisze, wzmacniające sakralną aurę, wespół z ortodoksyjnymi słowami, brzmiącymi tak jak trzeba – złowieszczo. Preferuję pierwszą demówkę tj. Baphe Metis; wydane na siedmiocalówce Seventh King of Edom ma jakieś przehałasowione brzmienie gitar, utrudniające odbiór przedniej klasy kompozycji. Być może to celowe otarcie się o noise, jak pozwala przypuszczać krótki utwór pt. Shemhamphorasch! Powtórzę się na koniec; sauwastika wieńcząca logo Black Majesty nie kłamie – stąd smoczymi oczy łypie zguba.

KAOSRITUAL – wymowna nazwa, nieprawdaż? Niestety przed rozpadem nagrali jedynie demówkę (2004) i długograj (2007). Cokolwiek obskurnie jak na Norwegię. Rozdzierający wokal, plugawa dudniąca rytmika, satanistyczna agresja w dawnym duchu. Dodam jeszcze, że w ostatnim kawałku z długograja Svøpt Morgenrød – czyli w „Djevelpakt og Trollsdomsmakt” zarówno w riffach, jak i w wokalizach, słyszalnie pobrzmiewa duch starego Mayhem, jednak w znacznie bardziej otchłannej postaci. Zresztą wokale na tej płycie dosyć mocno przeskakują blackowy standard i choć do obłąkania Urfaust daleko, to w pół drogi jest co najmniej – mniej intoksykacji, więcej z czarnego rytuału. Brzmienie choć piwniczne, to wyważone, a dwie gitary robią swoje. W zasadzie to czysta czarna esencja, albo bardzo od takowej niedaleko – przy odpowiednich warunkach można dostać na punkcie tego obsesji.

JAMMERSKRIK – pierwsza demówka to po prostu przyzwoite, depresyjne, Burzumowskie granie z nienajlepszym brzmieniem. Drugi materiał natomiast jest fenomenalny, utrzymany przeważnie w wolnych, pogrzebowych tempach, a nagrany z pozbawioną przesteru gitarą. W zasadzie gdyby nie ściśle black metalowy duch emanujący z każdej sekundy „Innlemmet i Mørke”, można by rzucić porównaniem do takich kapel jak Low, czy Codeine, czy po prostu do podgatunku rocka określanego jako slowcore. Ponuractfo Jammerskrik ma jednak w przeciwieństwie do melancholii muzyki wymienionych kapel jakość silnie ezoteryczną.

UNBEING – jak dotąd dwie taśmy; wolne, hipnotyczne, katorżnicze riffy (w zasadzie na pograniczu drone doom) i wokal, w którym nie ma niczego poza martwotą i bólem. Znaczniej bardziej uczciwe i mniej pretensjonalne od Hypothermii, i choć niektóre nagrania Kima wysoce cenię, Unbeing prezentuje piekłotycznie bardziej czystą i czarną ekspresję schmerzu. Tęsknota za niebytem, paląca od środka i otępiająca z każdej strony zarazem. A spośród tego krzyk o transcendencję. Ekshalacja duszy.

MIN KNIV – Mój Nóż wyrżnął jak dotąd tylko 3-utworową, ale całkiem długą demówkę, której remaster niedawno ukazał się na krążku i jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy taśma zyskała na remasteringu, zresztą podobnie jak w przypadku One Tail One Head. Średnio-szybkie tempo, mroźne nordyckie krzyko-wycie, tradycyjne burzumowskie riffy, niekiedy bardzo gładko przechodzące w chwytliwą rytmikę, a innym razem (połowa środkowego utworu) w przyjemną melancholię transmitowaną poprzez dźwięki czystych strun, kompozycyjnie trochę w duchu Forgotten Woods. Wymowa całości jest oczywiście mocno negatywna, niemniej jednak przesłuch Min Kniv raczej podnosi na duchu, niż pogłębia ponury stan tegoż. W skrócie: autentycznie, klasycznie i bezbłędnie.

ONE TAIL, ONE HEAD – tradycyjny / klasyczny norweski BM co się zowie, no i ponownie –autentyczność i obskura czyniące zeń rzecz wysoce ponadprzeciętną w horyzoncie współczesnego BM’u. Ze starych klasyków najbliższe im wydaje się Darkthrone. Riffy w połączeniu z garami skłaniające do machania czerepem i naprawdę żywy, mocny wokal, nie popadający w monotonię. One Tail, One Head celuje w transmitowaniu satanistycznego gniewu i osiąga ten zamiar w sposób co najmniej przekonywujący.

SELVHAT – solowy projekt Steingrima Torsona (za życia udzielającego się w ponad połowie z tu wymienionych: Celestial Bloodshed, Grenjar, Miseria X, Selvhat, Jammerskrik, Unbeing, Kaosritual; One tail, One Head), który jakoby został nie tak dawno temu /Walpurgishnacht 2009/ „przypadkiem” zastrzelony przez własnego kamrata. 25 lat? Fairly enough. Dalej nie wnikam, przejdźmy do muzyki. Demo, epka i długograj, z czego ta druga – i kluczowa – o tyt. „Einsam in Ewigkeit” ma bardzo wiele wspólnego z wzmiankowanym na końcu tej sekcji Mørkekunst. Żałoba po własnych narodzinach serwowana po nordycku. Osmalona w lochach i polana czarnym jadem. Zasadniczo to depresyjna (nie: „depresyjna”) wariacja na gruncie twórczości Burzum, emanująca autentycznością i osamotnieniem. Mørkets Kraft – Smertens Makt!

VEMOD – zaniedbałem poprzednich wydawnictw, zaś po świeżo wydanym siedmio calowym splicie z Klage zauważam niemałą zbieżność z kultowym Strid, czy też może z wczesnym Manes (aczkolwiek zasadność tego drugiego spostrzeżenia do weryfikacji); czarna melancholia, nocna desolacja i oniryzm / wysokogórski mistycyzm.

CELESTIAL BLOODSHED – tą kapelę możnaby wytypować jako reprezentatywną dla Nidrozji – bynajmniej nie dlatego, że przebija pozostałe, ale raczej dlatego, że ucieleśnia “rasowość” trondhejmskiej specyfiki. A więc bez przeginania w jakimkolwiek kierunku. Długograj to kawał dobrze skomponowanego, zagranego i zmasterowanego blacku, co prawda ze sporą dozą melancholii, ale co najmniej wyważoną poprzez piwniczno-mayhemową tradycyjność; z przewagą średnich temp no i z wykurwistymi wokalizami Steingrima. Pośmiertnie (rzecz jasna odn. S.T.) wydany split 7” z Urfaust zasługuje jednakowoż na uwagę głównie za sprawą tego drugiego, co zaskoczeniem nie jest… chyba że ktoś nie wie, czego można się po Urfaust spodziewać. GRENJAR – począwszy od 2002 r. a.b. cztery demówki i 2 splity – z Kargvint i Vantro.

ISTORN – zespół powstały z popiołów Grenjar, jednakowoż lichy był to płomyk, bo skończyło się na jednej, niespełna dwudziestominutowej demówce (2004).

KNOKKELKLANG – nie wiem na ile można tej projekt prawomocnie umiejscowić w szeregach trondhejmskiej trupy – cóż, na pewno nie popełniam wykroczenia pod kątem geograficznym, he he. Jak już zapewne szanowny czytelnik się domyśla, muzyka Knokkelklang (podobnie jak i estetyka, wystarcza pobieżny rzut oka na okładki) w pewien trudny do pominięcia sposób odstaje od reszty z tu wymienionych (za wyjątkiem Jammerskrik). Brak diabła i agresji, zamiast tego –jak się wydaje – egzystencjalistyczny rzut uchem na depresję. Knokkelklang ująłbym jako elaborat nt. tego, na ile z ciężkości ducha można wykrzesać muzykę nie pozbawioną polotu. Obydwie znane mi demówki są bardzo spójne i w zasadzie mogłyby znaleźć się na jednym materiale, z tym wyszczególnieniem, że druga z nich (Kalk & Aske) jest słyszalnie lepsza.

DØDSENGEL – tak po prawdzie to nie wiem na ile zasadnie można wpisać tą kapelę w szereg nidrozjańskiej sekty, w każdym razie panowie koncertują wespół z resztą kliki, a wyróżniają się tym, że są jeszcze bardziej zwariowani i bardzo mocno zagłębieni w czarny okultyzm… co zresztą doskonale odzwierciedla ich muzyka.

Mørkekunst – tylko jedna siedmiocalówka z 2004 roku, za to stanowiąca jeden z najbardziej krystalicznych klejnotów ze Skandynawii. Zimny, czarny oniryzm na miarę Strid. Więcej od tych ludków można usłyszeć pod nazwami Klage i Kargvint, aczkolwiek ich kunszt raczej nie objawił się w tak czystej i skondensowanej postaci jak na 7” Mørkekunst.

[ fragment obszerniejszego kompendium o współczesnym black metalu, opublikowanego na łamach X numeru Ulvhel. / autor: nichtig ]


Napisany przez: bart | Recenzje

13 komentarzy

  1. Only True Believers
    03 Sty 2012, 12:49 pm

    To ma być zestawienie najlepszych kapel ? Czy przez najlepsze autor rozumie takie które nie wyszły ponad poziom demówek ? żałosne zestawienie. Poza znanym DØDSENGEL nie interesującego.

  2. nichtig
    08 Sty 2012, 6:32 pm

    to nie ma być zestawienie „najlepszych” kapel, tylko opis pewnego kółka wzajemnej adoracji, paczki ziomali, ekipy etc… zgubiłem 2 projekty, ale czytelnikom tego portalu nie zrobi to różnicy i dobrze.

    to pocieszające, że młodsze pokolenie poziom nagrań black metalowych rozpatruje pod kątem rozgraniczenia na demówki i materiały studyjne ; )

    • Alojzy Gilbergstein
      04 Wrz 2012, 2:33 pm

      ja mam 12 lat i rozpatruje black emtal na ten prawdziwy, gdzie się szydzi z czarnych i żydow i na frajerski, gdzie słychać melodie. Wiem, mnie też smieszy rozpatrywanie nagran na demo i studyjne, bo to nie jest pro, jest słabe, komercyjne. Jestem Trve i wiem jak mam dzielic płyty, bo mi powiedział starszy kolega, Marek, co to ma 15 lat. Posłuchałem się go i teraz jestem niezależny w opiniach , bo tak ogólnie, to gardzę ludźmi i cywilizacją, wiesz, ale chciałbym miec kolegów z pentagramami. Tzn. nienawidze jich jako ludzi, ale sam wiesz…niekcem, ale muszem.

    • Alojzy Gilbergstein
      04 Wrz 2012, 2:35 pm

      W każdym razie dobrze, że wysyzdziłeś nichtig użytkownika Only True Believers , bo teraz na pewno przejrzy na oczy i bedzie swój chłop, bo albo się zamknie w sobie, albo też bedize szydzić i będize naszym ziomem w nienawiści. W Internecie.

  3. FAOD
    10 Sty 2012, 11:55 am

    Nic ciekawe go ?? Hahahahaha – One Tail, One Head jest zajebiste – na żywo i z epek. Kaosritual równiez bardzo dobre, Min Kniv i Sarath mam i posłucham nie bez przyjemności – ale bez spustów i orgazmów w zasadzie. Pozostałych w oryginale nie posiadam więc uchyle sie od oceny heheh.

  4. satom
    30 Sie 2012, 10:25 pm

    Zajebiście! Pseudointelektualna, grafomańska plwocina wyszła, po co te nadęcie?

  5. nichtig
    31 Sie 2012, 11:45 am

    <3

    • MisanthropH
      31 Sie 2012, 9:18 pm

      kocham internet i zbieram znaczki, ale nie wiem kurwa co ów skrót oznacza

  6. nichtig
    01 Wrz 2012, 9:26 am

    Trzeba pseudointelektualnie spojrzeć nań lewym okiem, jednocześnie trzymając się za nos, słyszałem też że przydaje się smarowanie dupy cebulą.

    • Alojzy Gilbergstein
      04 Wrz 2012, 2:29 pm

      i to rozumiem! Zabawne komentarze, szydera z pozerów, apoteoza braku tolerancji i nienawiści. Dlatego tak kochamy internetowtch black metalowców. Także ten no..to zaczynamy w końcu to co zawsze, czyli wzajemne obrażanie? IOkej, ja zaczynam: Nichtig, burak żeś! Co to ma być za gówno? Serduszkami tutaj walisz? przeto to true black metalowy serwis, gdzie gardzimy komerchą, lubimy podizemne demowki, a co 5 osoba ma, jak na prawdziwego Słowanina przystało, NS poglądy (buahha), także Niochtrig nie ośmieszaj tej strony takimi znaczkami, bo emotikony są dla frajerstwa, a takiemu prawdziwemu metalowcowi jak ty to nie przystoi. Tako rzecze Alojzy Gilbertszajn.

  7. fafik
    02 Wrz 2012, 9:45 pm

    du elendig, morsom esel! Kysse min rumpe.

    • elo
      03 Wrz 2012, 12:18 am

      a ty taki sam

  8. nichtig
    07 Wrz 2012, 3:36 pm

    Burza muzków! High five, panowie, Szatan mlaska z uznaniem.

Dodaj komentarz