Recenzja: Darkthrone – The Underground Resistance

Na rynku muzycznym nietrudno zauważyć ostatnio tendencję do diametralnych zmian wykonywanego przez siebie gatunku muzycznego przez cieszące się popularnością zespoły (np. Sonata Arctica czy Satyricon). Z tego też powodu bałam się trochę najnowszej płyty norweskiego Darkthrone. Grupa ta na samym początku i jeszcze w czasach Old Funeral wykonywała death metal, potem na długo zagnieździła się w typowo “zimnym” skandynawskim black metalu i niewiadomo było, co wymyśli tym razem Fenriz i Nocturno Culto dawno już zrezygnowali z noszenia srogiego corpsepaintu i nieco zmienili brzmienie na czystsze i zdecydowanie bardziej profesjonalne, co chyba wyszło im na dobre; bo kto w XXI wieku wciąż nagrywa płyty jakościowo dorównujące “Last breath- last recordings with DEAD”?

Darkthrone-The-Underground-Resistance
“The underground resistance” zaczyna się utworem “Dead early” w wykonaniu Culto, który brzmi jak, szczerze powiedziawszy, każdy utwór Darkthrone, choć wokale są naprawdę imponujące. Nic jednak nie może dorównać mojemu zdumieniu, kiedy usłyszałam  “Valkyrie”. Pierwszą moją reakcją było sprawdzenie, czy na pewno słucham odpowiedniej płyty – jak zresztą przyznaje Fenriz, utwór ten jest jakby połączeniem muzyki Uriah Heep i Iron Maiden (na pierwszy rzut oka mieszanka wybuchowa, jednak okraszona tsunami gitar i perusji brzmi naprawdę świetnie).
Następnie do ataku powraca Nocturno Culto w dużo lepszym i trochę mrocznym “Lesser Man” z długim intro i gitarowymi popisami. Jednak prawy sierpowy Fenriza w “The One you left behind” zwalił chyba  Teda Culto z nóg…Tak samo  przypadku “Leave no cross unturned” (w książeczce obok tekstu piosenki zdjęcie Fenriza z bardzo sympatycznym czworonogiem- kto by się nie wzruszył ?) , którego początku nie powstydziłby się King Diamond, a całości -takie grupy jak Rhapsody (z całym sacunkiem  ) czy speed- i power metalowe zespoły z przełomu lat 80′ i 90′. Jedynym problemem “The underground resistance” jest dośc przydługi “Come warfare, the entire doom”- wiadomo- co za dużo to niezdrowo…Jednak Nocturno Culto świetnie wygląda w okularach przeciwsłonecznych i niczym brytyjskie boysbandy wyglądem nadrabia tę drobną wpadkę.

Internetowi “hejterzy” mogą do woli narzekać, że Darkthrone to bez dawnej agresji już nie ten sam zespół, jednak dla mnie bardziej frustrujący był widok Frosta grającego na pokazie mody przed Mistrzostwami Świata w narciarstwie klasycznym w 2010 roku…Tak czy inaczej, osobom, które mentalnie wciąż tkwią na etapie “Transilvanian hunger”, płyta ta do gustu za bardzo nie przypadnie (najwyżej w 50% – tyle bowiem stanowią utwory w wykonaniu Culto). Jednak tym, którzy otwarci są na różne gatunki muzyczne, płytę tę mogę polecić bardziej niz wizyte w katedrze w Trondheim z ekwipunkiem Varga Vikernesa :(

Alicja „Heretica” Sułkowska


Napisany przez: bart | Recenzje

1 Komentarz

  1. Andrew G
    24 Cze 2013, 5:11 pm

    …i w końcu na tym portalu sa porządne recki! No,, Bartek też całkiem fajnie pisał, ale te 5 zdań na krzyż Efa (z czego pół zdania o muzyce a reszta o nim samym – pożal się boże. Aluniu, teraz ten portal dzieki tobie robi sie naprawde przyzwoity!

Dodaj komentarz