Recenzja: Germ – Grief

Jestże to nagranie pobocznego projektu muzyka, czy tam muzyków Woods of Desolation, z gościnnymi wokalami gwiazdki z (onegdaj) Amesoeurs i Peste Noire (tj. Audrey Sylvain) w 2 kawałkach. Jeżeli ktoś potrafi przeboleć, że płytka – wpasowując się w „nurt” tzw. post-black metalu – jest mocno trendziarska, oraz że grubymi nićmi to wszystko szyte… i posłuchać bez uprzedzeń, z dużą dozą prawdopodobieństwa zauważy, że kompozytorsko jest przyzwoicie.

Co tu dużo pisać -gładziutkie to do bólu, a mimo to da się tego posłuchać z pewną przyjemnością (ale i przykrością – vide „How can I?” z dosyć paskudnym „męskim” wokalem), choć towarzyszące zdecydowanej większości materiału wokale są chamsko wzorowane, a raczej zerżnięte z nie/sławnego Silencera, zaś dźwięki syntezatora cokolwiek mdło-słodkie, a tytuły kawałków  liche…

Pod kątem użycia syntezatora i sposobu jego połączenia z gitarami nasuwają się porównania z takim „Handful of Stars” Drudkh, czy nagraniami szwedzkiego Lustre. Okładka jest zwyczajnie ładna i to samo określenie można przypisać samemu albumowi, mimo całej jego pretensjonalności, proporcjonalnej do szans wydawcy na dużą liczbę sprzedanych egzemplarzy. Bez zachwytów, ot – ryzyk-fizyk do sprawdzenia, z nudy czy też ciekawości. Na kiepski nastrój może być to nawet przydatne, choć nie tak jak debiut Amesoeurs czy starsze płyty Drudkh. Macierzystego tworu zaangażowanych w Germ muzyków, czyli Woods of Desolation jakoś nadal nie chce mi się obadać.

Pozostaje pytanie czy komercjalizacja bm znajdzie swoją granicę – i jeśli tak, to czy ten album wskazuje, gdzie takowa może leżeć. Otóż obawiam się, że pod tym względem może być znacznie gorzej, a grzechu posłuchania tego świecidełka jakoś nie żałuję; za wiele innych kandydatów w tej konkurencji. Melanchólijna błyskotka muzyczna dla mniej czy bardziej zgniłych białasów drugiej dekady XXI wieku. Raczej nie jest to materiał adresowany do zatwardziałych prawdziwków z mrocznych borów, czy straszliwych lochów Diabła, za to przypuszczalnie doczeka się tysięcy fanów na mordoksiążce. W każdym razie stanowi dobry pretekst, aby sypnąć nieświeżą recenzencką ironią. Z pogrzebowym całuskiem, 7 euro za empetrójki z bandcampa ;-)

nichtig (ulvhel zine)


Napisany przez: nichtig | Recenzje

Dodaj komentarz