Recenzja: Iubaris – Ars Sathanae II

Z pierwszej części „Ars Sathanae” panów z Iubaris pamiętam tylko tyle, że mi się nie spodobało mieszanie gatunków, które tam miało miejsce i średnio brzmiące gitary. Płyta dokonała przysłowiowo swojego żywota za oknem. Dwójka nie podzieli jej losu.

 

Z jakiegoś powodu, tutaj to mieszanie różnych konwencji jest bardziej znośne. Podstawą wydaje się być piwniczny, mroczny metal o dość prostej konstrukcji, ale za to niebanalnej sile nośnej. Panowie jak wspomniałem nie potrafią trzymać się jednego gatunku. Za pierwszym razem mi się to nie podobało, tutaj kupuje prawie w całości. Może to klasyczny przykład „słuchaj do orzygania” aż Cie wciągnie. Tu udało się za drugim krążkiem. Chociaż równie dobrze może to wynikać z lepszych gitar, ale i tego, że w porównaniu do jedynki, dwójka wydaje się być bardziej przemyślana. Tak w ogóle płyta ta kojarzy mi się z pierwszym krążkiem Paradise Lost.  Nie tyle o muzykę chodzi, co o pewnego rodzaju klimat. I od razu, żeby nie było, to dość luźne skojarzenie. Zresztą takowych w przypadku Ars Sathanae II mam więcej, ale sobie je daruję. Wciąż w niektórych miejscach to łączenie muzycznych klocków różnego koloru i wartości trąci nieporadnością. Tak jak chociażby w „Day of December”. Przyznać jednak mi wypada, że jakaś wizja za tym stoi. Celowo unikam dookreślenia genre z jakim mamy tu do czynienia, bo jak wspomniałem panowie dośc luźno sobie gatunkami szafują. Natomiast podobnie jak i w przypadku jedynki nie jestem w stanie przejść suchą stopą przez te bardziej klimatyczne części w muzyce Iubaris.

Jest pewien progres i to dobrze rokuje na przyszłość. Zakładam, że taki pełnoprawny debiut ukaże się całkiem niedługo, bo odnoszę wrażenie iż panowie do grania się niezmiernie garną.

Ocena: 6/10


Napisany przez: Ef | Recenzje

Dodaj komentarz