Recenzja: Lucifer – Phosphoros

Kapel o tej nazwie znam na pewno cztery (Lucyfer musi być kurewsko dumny,  że  jest tak popularny wśród metalowców). Teraz poznałem piątą. Ten Lucifer pochodzi z Czech (oddajcie nam Zaolzie!) i postanowił uszczęśliwić szanowną redakcję swoim debiutanckim materiałem.

 

Młode chłopaki są – to widać i słychać. Jeszcze ta muzyka taka nie do końca pozbierana i poukładana. Może to już nie chaos, ale wciąż szukanie, w którą by tu się stronę skierować. Lucifer próbuje stworzyć mieszankę black/death, ale tak po prawdzie to bliżej im drugiego gatunku, a jeszcze bardziej do tego, co w śmierć metalu bardziej melodyjnie(jakoś łatwiej się w tym odnajdują). A w zasadzie to wyszło im takie granie wielogatunkowe. Co się tam spodobało gdzieś kiedyś, to się wrzuciło na próbie. Nie przypierdalam się na siłę – ich prawo ( poza tym połączyli to całkiem przyzwoicie). Patenty, które próbują tutaj wprowadzać nie są jakoś specjalnie skomplikowane ( w niektórych miejscach nawet brzmi to jak robione łopatą), ale w większości są całkiem chwytliwe. Jednych kawałków słucha się lepiej, chociażby tytułowego (najbardziej blackowego), innych już nie do końca, vide Grunwald (na chuj te wokale koleżanek na początku?), który brzmi infantylnie. Moim zdaniem, dużo lepiej Luciferowi wychodzi granie w stylu utworu numer trzy. Wciąż proste pomysły, ale jakby zespół czuł się w nich najbardziej pewnie. Reasumując, jak na debiutantów całkiem okej. Nie powala to może specjalnie, ale słychać pewne „jaskółki nadziei” na przyszłość, czy nomen omen światełko w tunelu. Tylko pracować, organizować.

A, panowie kurwa. Darujcie sobie czyste wokale, bo to koszmar.

Ocena: debiutanckie 5/10


Napisany przez: Ef | Recenzje

1 Komentarz

  1. Deryl
    22 Mar 2012, 6:56 pm

    Nie nie nie majster. Chłopaki niech nie daruja sobie czystych wokali, bo to jest esencja tego co w takiej muzie najlepsze. Niby smaczek, ale jednak kurde to jest cos.

Dodaj komentarz