Recenzja: Massemord – A Life-giving Power of Devastation

Krążą ploty, że w kilku województwach naszego – zasypanego w chuj śniegiem –  kraju, kultywowany jest zwyczaj tzw. „zajączka”. Nie rozchodzi się tu o dziki sex, nie rozchodzi o pijackie zwyczaje w stylu „karpia”, ale o dziwną tradycję obdarowywania upominkami. O co chodzi dokładniej, nie wiem, ale w te święta (mimo, że mam je w dupie) zostałem szczęśliwie obdarowany możliwością przesłuchania nowego materiału ze stajni LTWB.

14 kwietnia premierę będzie miał czwarty w dorobku ekipy Massemord długograj, za tytułowany „A Life-giving Power of Devastation”. Tym razem czeka na nas blisko 50 minut grania, podzielonego na 8 kawałków.

moon89

Przyznaję się bez bicia, że na nowy materiał MM czekałem z niecierpliwością i obawą. Z jednej strony, zastanawiałem się, co tym razem wykombinuje Namtar i spółka, z drugiej, bałem się efektu tzw. „najlepszej i najbardziej dojrzałej płyty w karierze”. Po prostu pamiętam moje zdziwko tym, co zaserwowali nam przy okazji „The Madness Tongue…”, gdy nakręcony na okrutny wpierdol w stylu poprzednich wydawnictw, natknąłem się na czarcią hipnozę.
Czekałem i nie zawiodłem się. „A Life-giving Power of Devastation” to umiejętne połączenie wszystkiego, co do tej pory pozwalało definiować Massemord. Genialnie zaaranżowane kompozycje wciągają od początku do końca krążka. Otwierający płytę numer tytułowy, to szybkie, niesamowicie pobudzające partie przeplatające się z wolniejszymi, średnimi tempami. W połowie utworu tempo zwalnia do minimum, pojawiają się thrashowe zagrywki, po których następuje upragnione pierdolnięcie. Miód na uszy…
Kolejne wałki spójne, to utrzymany na bardzo przyzwoitym poziomie black z elementami (chciałoby się napisać – niemieckiego) thrashu. Na wysoki poziom składają się ciekawe riffy, dobrze wkomponowana i brzmiąca (blachy) perkusja oraz smaczki i nietypowe patenty, znane z innych projektów LTWB.
Warstwa wokalno – liryczna bez zmian. Namtar znany jest z opętanego darcia ryja i robi to konsekwentnie. Textów nie czytałem (nie posiadam), ale sądząc po tytułach w stylu „We All Shall Die Miserable Death”, jest tu o tym, o czym zwykle traktuje Massemord: nihilizm, mizantropia, autodestrukcja.

Brak tej płycie mocy i energii, jaką posiada „Let The Wordl Burn”. Nie czaruje jak wspomniana „The Madness Tongue…”. Materiał ten, jest wypadkową poprzednich płyt i doświadczeń muzyków uwikłanych w projekt. Bardzo ciekawe, dojrzałe granie na poziomie. Trochę w stronę post-black.
Zdecydowanie polecam.

8,5/10

Tracklist:
1. A Devastation Giving Power of Life
2. The Deity of Ferocity
3. Towards Divine Anticlimax
4. Trophy of Wasted Breath
5. Piercing Ailing Heart of Humanity
6. We All Shall Die Miserable Death
7. A Horror To Come
8. The Stoning Malignant
9. Water of Life


Napisany przez: bart | Recenzje

1 Komentarz

  1. Hell_Hamster
    01 Sie 2013, 10:41 pm

    Świetna płyta, zawiera wszystko to czego oczekiwałem: mordujące riffy, siejącą zniszczenie perkusję i zgniły wokal Namtara. W 100 % zgadzam się z autorem recenzji co do zaaranżowania kawałków, nie można się doczekać co kolejnego zaserwuje MM. Polecam zdecydowanie!

Dodaj komentarz