Recenzja: Nachtblut – Dogma

Niemiecka dywizja dark metalowa Nachtblut kontratakuje pod banderą Napalm Records. 2 lata po reedycji „Antik” grupa dowodzona przez Askerotha postanowiła już po raz trzeci uraczyć słuchaczy porcją chorych historyjek z życia wziętych.

Nachtblut-Dogma

Jeśli mnie pamięć nie myli, to tuż przed premierą albumu w Internecie ukazał się teledysk  „Ich trinke Blut” (‚Piję krew’- no, ja bym się tak ochoczo nie przyznała). Niemiecki kwintet łomocze tam w  wielkim magazynie, a po podłodze pełzają ledwo żywi ludzie…Sacerdos podrzyna gardło, Greif bawi się martwą blondynką, dalej wiadomo… „Ich trinke Blut” jest jednym z lepszych utworów na płycie- choć jest może trochę schematyczny- to klawisze Lymanii i mechaniczna gra Skolla załatwiają chyba wszystko… Podobnie sprawy mają się w „Der Weg ist das Ziel”, bo, bądźmy szczerzy, gitarzysta i basista grają w Nachtblut naprawdę bardzo przeciętnie.

Ciekawie brzmią także flirty z elektroniką w „Vulva” oraz „Eiskönigin”, jednak zdecydowaną przesadą są ostatnie 2 minuty „Mein Herz in Ihren Händen”- niemieckie dyskoteki pewnie, z przyjemnością porównywalną z jedzeniem kebaba, skrócą ten utwór do tych właśnie dwóch minut. Z kolei dość nietypowym rozwiązaniem ,jeśli chodzi o warstwę tekstową, jest „Macht”- przez cały utwór wymieniane są tam imiona dyktatorów na zmianę z jakże głębokim refrenem „Macht macht geil”. Jednak totalnym zaskoczeniem była dla mnie hmm… ballada „Schritte”, w której wcale nie slychać gitar, co czyni ją bardzo ciekawym zakończeniem całego albumu,

Wielkie brawa należą się także Askerothowi, którego wokal był w stanie uratować nawet tak nijaki utwór jak „Bußsakrament”. W końcu, jak sam skromnie mi powiedział, to głównie jego wokal czyni muzykę Nachtblut wyjątkową…

„Dogma” jest najlepszym albumem Nachtblut, którego muzycy z roku na rok są w coraz lepszej formie. Wystarczy tylko czekać ,aż te niemieckie naćwiekowane bydlaki zawitają do naszego kraju…

8,5/10

 Alicja ‚Heretica’ Sułkowska

Napisany przez: bart | Recenzje

Dodaj komentarz