RECENZJA – WORMSBLOOD: BLACK & WHITE ART FOR MAN & BEAST

Wormsblood to ewenement spod znaku spaczonego black metalu, choć jego sprawcy preferują własną etykietę – „blackened stenchore”. Ich nagrania są jednak tak głęboko utkwione korzeniami w czerni, że tylko najbardziej tępi, jak mniemam, ortodoksi, odczuliby tu niesmak. Riffy są melodyczne na sposób niedaleki od Summoningowego „Lugburz” („Sworwormsbloodd Swallowing Sword” w ogóle jest zresztą „epickie” w jak najbardziej pokrewny sposób), przy czym obecność coveru Manilla Road na jednym z poprzednich materiałów nie jest błędną wskazówką.

Sprawa się komplikuje o tyle, że pomimo dobrze pojętego prymitywizmu, czy wręcz dzikiego, chtonicznego bestialstwa z terenu pokrewnego początkom Beherit, wprawny słuchacz napotka tu także wpływy psychodelicznego rocka i gęstą, rytualną aurę („Red Gold”, czy ostatni utwór), a nawet folkową krzepę („Crypt inside a kingdom”). Obecność każdego z instrumentów odznacza się w takim samym stopniu. Oldskulowa perkusja i tętniący bas oferują dużo więcej niż tylko dobre rzemiosło. Desperackie wrzaski przeplatają się z diabelskim rykiem, a kompozycji dopełnia obskurna elektronika bliska tworom Burial Hex („horror electronics”).

Eksperymentalność Wormsblood rozgrywa się cały czas na gruncie pierwotnego, indoeuropejskiego, barbarzyńskiego instynktu. Efektywność w jego ekspresji jest istotniejsza od zastosowanych środków muzycznych, i pod kątem tej efektywności Wormsblood jest wg mnie jednym z najbardziej wyjątkowych zespołów.

 

nichtig


Napisany przez: nichtig | Recenzje

Dodaj komentarz