Relacja: Black Flame Assembly w Lublinie

Wycieczka do Lublina zaczęła się już ok. godziny 16 a dzień był niemal wiosenny. Przebyliśmy blisko 150km pełnoletnią Hondą, której dźwięków nie powstydziłaby się legendarna eksportowa limuzyna z NRD – Wartburg ‚Knight’ 353. W dźwiękach niemal klasycznego dwusuwu dotarliśmy do zaśnieżonego Lublina. Mając dobrą godzinę do rozpoczęcia koncertu posililiśmy się jak przystało na przyjezdnych w lokalu tzw. szybkeij obsługi. Po wejściu do klubu, zakupie biletów i oddaniu wszelakich okryć wierzchnich do obowiązkowej szatni udaliśmy się zerknąć czy aby nic tam już nie gra. Opóźnienia było może z 30 minut więc można powiedzieć, że na polskie warunki impreza wystartowała o czasie.

Na pierwszy rzut poszedł Necrosadist ze Stalowej Woli. Spodziewałem się mocno zakrapianych dźwięków thrash/black metalu oraz pełnego ognia na scenie. Kapela cięła przyzwoity kawałek obskurnego metalu w klimacie podobnym do Witchmaster. Nieźle to wszystko gadało choć momentami było do bólu przewidywalne i jakoś dziwnie się ciągnęło w wielu zagrywkach. Trochę więcej kopa i ognia by się przydało. Jeśli chodzi o wizerunek sceniczny pełen ćwieków, gwoździ i reszty żelastwa to zabrakło scenicznego żywiołu. Muzykanci stali i wpatrywali się w gryfy jakby mieli grać progresywny rock albo popierdoleńca w stylu Wormed. Dziwnie odbiera się kapelę, która gra nieźle, opancerzona w żelastwo a stoi jak te chuje na weselu. Może przerwę kapela miała w graniu, ale od niedawna coś tam pogrywa na żywca i już powinni dorzucać do pieca również scenicznie. Na koniec setu zagrali bardzo fajny cover ‚Satanic Speed Metal’ z repertuaru Destroyer 666.

Na drugi rzut poszedł krakowski Ragehammer. Demówka tego kwartetu nieźle robi w głośnikach więc z miłą chęcią obadałem jak to lata na żywca. Taki wściekły, hiperszybki thrash metal to ja rozumiem i chwalę! Żadne tam popiskiwania mamisynków w trampeczkach i śpiewy Exciter ‚I hate school rules’. Zero pedalstwa Mili Państwo! Kapela muzycznie jak scenicznie radziła sobie znakomicie. Wokalista znany jako Heretik Hellstorm dzielnie machał wszawicą na wszystkie strony, zapowiadał numery a także jeden zadedykował kilku ancymonom będących pod sceną. Oprócz numerów z demosa zarzucili wielką niespodziewajkę jaką był cover czechosłowackich weteranów Root ‚Píseň pro Satana’. Świetny i oryginalny wybór, gratuluje! Na sam koniec w nowy utwór wplótł się także bardzo znajomy motyw jakim był sztandarowy numer Motorhead. Bardzo dobry występ!

Po dwóch mniej znanych załogach zainstalował się tubylczy Blaze Of Perdition. Miałem okazję widzieć tę kapelę ok.5 razy na żywo, ale tym razem był to ich najnudniejszy występ. Zespół wystąpił już bez drugiego wokalisty Ashgana co od razu wyszło na minus. Dwa wokale dawały dużo więcej do zaoferowania, dwie barwy świetnie się uzupełniały. Jeden wokal i to dość monotonny zarzynał całość odbioru. Brakuje tu tego drugie wokalu do jakiego nas przyzwyczaili. Muzycznie też odebrałem ich koncert jak coś innego niż do tej pory. Nie dość, że pojedynczy wokal było monotonny to i muzyka jakoś bez przebicia, sztywna i bez pazura, który przykuwa uwagę. Zupełnie nie podobał mi się ten występ. Wizerunek sceniczny też przeszedł rewolucję i bandaże, krew, łańcuchy ustąpiły remoneskom i kapturom znanym dziwnym trafem z koncertu Mgły. Dobrze, że nie pojawili się w tych mało ciekawych a wręcz kiczowatych maskach co na koncercie u boku krakowian. Na koniec tego nużącego setu poleciał cover Dissection ‚Night’s Blood’.

Ostatnim zespołem był Bestial Raids. Kielczanie skupili się na kilku numerach z ‚Prime Evil Damnation’ jak ‚Ceremonial Bloodshed’, ‚Whirlwinds of Extinction’, ‚Virginborn of Depravation’, ‚Debauchery Enthroned’ ze staroci poleciał np. ‚Order of Doom’, ‚Unholy Spirit Diabolos’, ‚Mort Squadron’. Image sceniczny bez zmian, muzycznie petarda tylko trochę krótko z tego co mi się wydawało. Pod sceną raptem z 10 osób pod sceną tworzyło jakieś pogo. Na poprzednich kapelach tez rewelacji nie było a nawet świeciło pustkami. Brak rozpierdolu pod sceną pewnie zaowocował też jak dla mnie krótszym występem Bestial Raids. A takowy ma znaczenie widząc to po ich kilku poprzednich koncertach min. w Krakowie, Tychach, Kielcach czy Poznaniu.

Coś mało osób też stawiło się tego wieczoru, a tak na Warszawę narzekają ludzie. Na wielki minus a nawet skandal godny opisania w prasie ogólnopolskiej zasługuje brak piwa Perła w klubie. Na duży minus obowiazkowa szatnia a także przechujowe piwo. Wyjazd i tak bardzo udany.

PGZG vel Kalibabka


Napisany przez: bart | Relacje

3 komentarze

  1. bartek
    24 Mar 2013, 11:03 pm

    Hondy się czepiasz, bo mi jej zazdrościsz.
    Dała radę do Lublina, wczoraj dała radę do Poznania i jeszcze kilka ekip na koncert powiezie.

    Przed „Ace of spades” Ragehammer zajebał kawałek Ausgebombt Sodoma.

  2. kuc
    25 Mar 2013, 5:27 pm

    Wszystko ładnie, ale kaptury w BOP są od ponad roku, zanim Mgła zaczęła grać koncerty. Trudno być dziennikarzem śledczym w tych czasach, gdzie wszystko można sprawdzić ;).

  3. jo
    25 Mar 2013, 8:31 pm

    hola hola ! bOp nie są mgła wannabe ! to plaga jest mgwah wannabe a bOp jest teraz dissection wannabe … tylko zamiast kapturów powinni mieć trupa w składzie.

Dodaj komentarz