Recenzja: Sunwheel- Industry of Death

Przyznam szczerze, jakoś do tej pory nie zainteresowała mnie twórczość Sunwheel, chociaż zespół mi znany,  jeszcze z czasów pierwszej nazwy, głównie ze względu na wcześniejsze zespoły poszczególnych muzykantów. Słyszałem, że wałki ze splitu i epki miażdżą cycki, to jakoś po lekturze długograja mam dość mieszane uczucia co do Sunwhell w wydaniu (prawie) obecnym.

 

Sunwheel - okładka płyty

Tak naprawdę to ciężko, coś o tej płycie – w jednoznaczny sposób – napisać. Po pierwsze jest ona nierówna. Lepsze kawałki, jak chociażby „Sickle of the Anti-Christ”, gdzie wszystko (nawet klawisz) zdaje się być przemyślane i ustawione we właściwym miejscu, równoważą nijakie strzały pokroju „Nuclear Flash”. Problem z tym krążkiem jest taki, że wydaje się on być zbyt chaotyczny. Prześledźmy to na przykładzie wspomnianych klawiszy. W jednym utworze doskonale pasują tworząc atmosferę, jak i wyznaczając kierunek całego wałka, by nagle w innym miejscu płyty pojawić się nic w pizdę ni w oczodół siejąc chaos, który w tym przypadku dodatkowo  spłaszcza dany utwór. To samo jest z gitarami. Niektóre momenty kopią po jajcach, są żywe, a nawet świeże, by nagle zlać się w papkę o której zapomina się po minucie. Złośliwe rzecz ujmując, najbardziej poukładane wydają się być intro i outro. Prawdopodobnie, istotne przy ocenie tego krążka (zresztą jak i większości) będą preferencje muzyczne, jak i poglądy osobiste. Jedni skasują Sunwheel już na dzień dobry za poglądy, które gdzieś tam się przewijały. Inni z kolei przytomnie zauważą, że na tle bandów z kieszonki NS (abstrahując czy sami się uważają, czy też nie) wypadają profesjonalnie. Po dłuższym namyśle i parunastu przesłuchaniach stwierdzam, że ta płyta jest średnia, ale z przebłyskami wróżącymi różową, czy tam białą przyszłość.

Konkluzja jest taka. Gdyby chaos, który się tu wkradł nieco okiełznać, bądź po prostu kontrolować zza kotary, to całkiem mocne byłoby to przedstawienie. A tak, szału brak.

Ocena: 6/10

Napisany przez: Ef | Recenzje

8 Komentarzy

  1. P. Nis
    02 lut 2012, 3:57 pm

    Nareszcie ktos mial odwage NIE spucic sie nad Sunwheel! Czekam na podobnie sprowadzajaca na ziemie recenzje ostatniego Der Stürmer. Na pohybel chujowiznie!

  2. Stefan
    02 lut 2012, 6:23 pm

    Kurwa, co ja bym dał za płytę NS z klimatem wczesnego Burzum….

  3. Parley
    03 lut 2012, 11:02 am

    wczesne Burzum nie ma nic wspólnego z NS durniu ty. I generalnie na pochybel chujowiźnie NS jak to napisał przedmówca !!!

    • P. Nis
      03 lut 2012, 12:15 pm

      Napisałem „chujowiźnie _w_ NS”, a to pewna różnica… Poprzedni album Der Sturmer był dużo ciekawszy (wyłączając niepotrzebne wstawki). Podobnie z Wolfnacht, który nagrywa coraz większą kupę, z coraz to gorszymi wokalami.

    • Nasu
      04 lut 2012, 12:51 pm

      Poza tym gość nie napisał że wczesne Burzum było w klimacie NS, tylko że chętnie by posłuchał płyty NS w klimacie wczesnych płyt Burzum. Naucz się czytać ze zrozumieniem a później komentuj, z łaski swojej.

  4. ziggas666
    05 lut 2012, 11:12 pm

    Dobrze, że na warszawskiej scenie pojawiła się jakaś przyzwoita horda NS.

  5. nichtig
    07 lut 2012, 3:30 pm

    ekhm, pojawiła? każdy kolejny komentarz lepszy od poprzedniego : D

  6. ziggas666
    14 lut 2012, 10:25 pm

    Ano, pojawiła. Chyba, że uważasz ich za byt wieczny. Nazwę Sunwheel przyjęli w 2001 roku? Dotychczas dorobek skromny mieli, więc napisałem, że się pojawili.

Dodaj komentarz