Wywiad: Stworz

Hej. Wywiad co prawda to nasz nie pierwszy, ale niekoniecznie musisz być znany czytelnikom blackmetal. Odwalmy więc tę nudniejszą część i zaprezentuj Stworz milionom czytelników.

No cześć. Zespół powstał w 2007 roku jako duet i od tamtej pory wydał demo, dwa splity, dwa albumy i epkę w ramach gatunkowych czegoś co można chyba określić jako „pagan metal”. Uprzedzając pytanie – celem projektu (poza oczywistymi rzeczami jak zaimponowanie dziewojom i stanie się rozpoznawalnym) było głoszenie pewnych idei i naszych refleksji na ich temat. Zamysł ten naturalnie ewoluował i ewoluuje do dziś, chociaż na pewno jest w dużej mierze ugruntowany. Mam nadzieję, że te miliony czytelników dzięki temu wywiadowi przełożą się na miliony na moim koncie.

Do pytania o idee i refleksje jeszcze wrócimy, ale chciałbym na początku zapytać o pewnego rodzaju odczucia dotyczące ostatniego Waszego wydawnictwa, które ukazało się dopiero teraz, ale nagrane jak mnie pamięć  nie myli, było nieco wcześniej. Abstrahując od powodów takiej sytuacji, jak bardzo i szybko zmienia się Twój stosunek do starszych nagrań Stworz?

Stosunek do ostatniego wydawnictwa jest jak najbardziej pozytywny, nawet często tego słucham, chociaż nie do końca podoba mi się wokal – jest nieco przesadzony w moim odczuciu. Pamiętam, że strasznie się namęczyłem, żeby go nagrać – wynik braku prób i co za tym idzie jakiegokolwiek treningu, a wokalista metalowy ze mnie żaden. Zresztą dziś bym wszystkie wokale zrobił inaczej, podobnie niektóre teksty. Ale generalnie uważam, że „Śnij ziemio moja” to najlepszy materiał jak do tej pory, aczkolwiek po jego nagraniu wydawało mi się, iż zbyt odszedłem od stylu wypracowanego na albumie. Teraz uważam to jednak za plus. Poza tym to pierwsze wydawnictwo Stworza, w którym ze wszystkiego jestem w stu procentach zadowolony – od muzyki, przez teksty, na okładkach kończąc. Starsze wydawnictwa uważam za udane z paroma, mniejszymi lub większymi, minusami, chociaż szczerze mówiąc z dzisiejszej perspektywy sądzę, że „Po czasu kres” powinno na dobrą sprawę być demem. Nie wiem, czemu nie nagrałem tego lepiej, mimo iż miałem taką możliwość. Podsumowując: stosunek zmienia się w naturalny i zdrowy sposób, zatem po nagraniu każdego albumu człowiek uważa, że to najlepsze co zrobił, a gdy minie trochę czasu – nabiera dystansu i patrzy bardziej krytycznie.

He, he ciekawe jak będziesz mówił o „Śnij…” za trzy, cztery wydawnictwa :] Teraz liryki – poruszaliśmy już ten temat kiedyś, ale myśle że w przypadku „pagan metal to temat wart dyskusji. Nie uważasz, że brakuje naszym nadwiślańskim tekściarzom umiejętności i wczucia się niejako w czasy, które przecież chcą opiewać?

To zależy oczywiście od kapeli, jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej, a i dziś nie ma za bardzo czego oceniać. Wczuwanie się w czasy swoją drogą, ale mnie osobiście trochę drażni wieczne koncentrowanie się na jakiejś zemście, mieczach i wojnie. Owszem, temat może i w porządku, ale z jakiegoś powodu mało kto porusza głębsze, religijno – kulturowe tematy – a może to ja źle szukam? No bo ile można pierdolić o odwecie na chrześcijaństwie? A jeśli już chce się to robić, to powinno się to robić umiejętnie. Tymczasem wiele zespołów „pagan metalowych” zamiast promować rodzimowierstwo czy „słowiańskość” bez przerwy bredzi o walce z katolicyzmem, i niestety najczęściej wychodzi z tego błazenada. Wschodnie kapele (w większości) jakoś nie mają tego problemu.

No właśnie. Ten Wschód i Zachód – czyli my. (w sensie nasi neopoaganie, poganie, czy jak zwał tak zwał) Naprawdę uważasz, że jest aż taka przepaść między Nimi, a Nami? Mówie tu o wszystkim co związane (również oczywiście muzyce itd.). Nie jest trochę tak – trzymając się  muzyki – że „cudze chwalimy?”, tak jak jest z popularnością folku skandynawskiego, czy irlandzkiego, prz bardzo słabej znajomości naszej rodzimej muzyki.

Jestem zdeklarowanym wrogiem postawy w stylu „swego nie znam, cudzę chwalę” tudzież „swoim gardzę, cudze ubóstwiam” i nieskromnie przyznam, że wiele osób udało mi się z niej wyleczyć. Rodzimą muzykę i kulturę ludową młodzież uważa za „cepelię” albo „wiochę” i na pewno mocno przysłużył się temu PRL, ale to też typowa dla Polski mentalność typu „Na Zachód”, której ludzie często nie są nawet świadomi. To wszystko się powoli zmienia, polska ludowośc i słowiańskość pojawia się w projektach komercyjnych, w hiphopie itd. i tam jakoś nie jest uznawana za wieśniactwo, ale mimo wszystko to wciąż daleka droga.

Faktycznie, moje powyższe narzekanie co do rodzimych tekściarzy i tematyki tekstów itd. można by uznać za przejaw którejś z wyżej wymienionych postaw, ale zapewniam, że wynika ono zwyczajnie z obserwacji – słucham i czytam teksty, więc widzę gdzie kto na czym bardziej się koncentruje. Generalnie przy słuchaniu nie przeszkadza mi to, ale z jakiegoś powodu u nas te nasze nieliczne pagan metalowe zespoły boją się używać tradycyjnych pieśni czy motywów ludowych w tekstach – są oczywiście wyjątki jak np. Slavland czy stosunkowo młode Alne i ogólnie wszystko idzie ku dobremu. Ale są też przegięcia kompletnie w drugą stronę – przy całym moim szacunku dla np. Graveland, czy ten projekt promuje w jakikolwiek sposob polskość czy słowiańskość? Chociaż akurat ten problem z kolei pojawia się i na Wschodzie i to chyba nawet częściej niz u nas. To temat rzeka, jak widzisz i zapewne wiesz.
Zresztą, żeby nie było – to wszystko to tylko moja prywatna obserwacja i opinia, nie jestem przecież żadną wyrocznią dla mas ani uznanym krytykiem pagan metalu ani nie aspiruję do takiej pozycji:).

Kończąc – nie twierdzę, że u nas dzieje się źle – wręcz przeciwnie, jest naprawdę coraz lepiej, ludzie coraz częściej i chętniej patrzą na swoją stronę płotu, badają własny trawnik, a wszystko to wprost proporcjonalnie do zaostrzania się „odgórnej” walki z rodzimą kulturą. Kultura słowiańska czy polska są coraz mocniej promowane, aczkolwiek niekonieczne poprzez metal. Bo przecież nie można się oszukiwać i mówić, że u nas też jest jakaś zajebista scena pagan, folk metalowa, gdzie zespoły silnie nawiązują do słowiańskiej ludowości i w pierwszej kolejności opiewają swoją tradycyjną kulturę, a nie walkę z narzuconą, prawda? Dokładnie o to mi chodzi, i mimo, że to rozumiem, to jednak nie tego szukam. Ale mamy świetne kapele pagan metalowe, których zresztą sam chętnie słucham, a za sprawą kilku projektów sytuacja się coraz bardziej polepsza, więc kto wie co będzie dalej? Podsumowując – nie uważam, żeby między „nami” a „nimi” była jakaś ogromna przepaść, chodziło mi tylko o tamtejsze sceny „pogańskie” i problematykę przez nie podejmowaną w zestawieniu z naszym (aktualnym) podwórkiem. Pomijając już fakt, że osobiście nie uważam Polski za Zachód, mimo wszystko jeszcze tak nisko nie upadliśmy.

 

Ja Cie nie atakuję i nie przypisuję konkretnej pozycji, jedynie zmuszam do dłuższej wypowiedzi, bo  moim zdaniem temat jest ciekawy. Podział na Wschód – Zachód dotyczył geografii ;] Wspomniałeś Darkena i wiem, że chciałbyś żebym zapytał Cie o Nergala, więc spytam tak. Gdyby Stworz miał szansę zaistnieć w „wielkich” mediach – de facto promować wartości które przewijają się w tekstach – a do tego trzepać na tym kasę nie połasiłbyś się? Co do Roba i Nergala – nie myślałeś aby się teraz z kimś pogodzić, wrogiem jakimś Twoim? Może trafisz w modę;]

Ale ja nie odebrałem tego jako atak, chciałem tylko, żeby wszystko było jasne dla tych milionów czytelników. Położenie geograficzne mimo wszystko implikuje mentalność i krąg kulturowy, w Polsce Wschód i Zachód często się spotyka i miesza. A patrząc na zdegenerowane społeczeństwa Zachodu, to naprawdę nie czuję się jego częścią, ani nie chcę się czuć.

Z jakiegoś powodu kiedy pojawia się kasa 99% zespołów gruntownie przebudowuje samych siebie i są to często zespoły, po których w życiu byś się tego nie spodziewał (jak np. pewien znany zespół z Rumunii, nad czym ubolewam), no ale to oczywistości. Ja nie potrafiłbym funkcjonować w kapeli związanej kontraktami, zmuszonej jeździć w trasy czy nagrywać teledyski i włączonej w główny nurt, nieważnej jak bardzo by od niego odstawała muzycznie i ideologicznie. Ta oficjalna, medialna „kultura metalowa” to kompletny cyrk, który wywołuje u mnie jedynie zażenowanie, a w skrajnych przypadkach agresję. Poza tym co z promowania jakichś wartości na szeroką skalę, skoro w dużej mierze uderzyłyby one w pustkę? Znaczna część „metalowców” ma w rzeczywistości gdzieś przekaz, nawet jeśli uważają inaczej, i w sumie to samo tyczy się większości zespołów. Wskaż mi kapele metalowe o poziomie sławy typu Behemoth, które promują jakieś „wartości”. W większości jest to jakiś rozmyty okultyzm czy satanizm, który po prostu dobrze pasuje do muzyki. Albo problemy nastolatków w przypadku pewnego państwa. Czasem też zagadnienia społeczne czy polityka, ale to zwykle jest już poniżej wszelkiej krytyki. Z kolei słynne folk metalowe kapele może i promują jakąś kulturę, mitologię, a nawet wartości, ale zwykle tonie to w typowo metalowym debiliźmie – oczywiście nie zawsze (tu jest dużo wyjątków, i dobrze), ale często. Fajnie byłoby dostawać kasę za i na działalność, o ile moglibyśmy zachować obecny status quo w jej kwestii, ale to chyba niemożliwe. Wolę zatem klepać biedę, ale robić rzeczy jak dotychczas i kierować je do ludzi, którzy (przynajmniej mam taką naiwną nadzieję) wiedzą czego szukają. Inni niech się pałują nad jakimiś pojednaniami czy walką z Kościołem za pomocą napojów energetycznych, hehehe.

A teraz zupełnie z innej beczki. Nie wiem czy kogoś to zainteresuje, ale przez chwilę załóżmy, że tak jest. Jak wygląda proces twórczy Stworz. Gdzie szukasz inspiracji, a gdzie ich nie znajdujesz. Myślisz, że gdyby zamknęli Cie w bloku z betonu otaczając przy tym najnowszymi zdobyczami technologii, byłbyś w stanie zbudować klimat przeszłości i pewnej zadumy, że tak to nazwę?

Proces twórczy to faktycznie nic ciekawego – czasem z inspiracji (o ile takowa jest) najpierw rodzi się tekst, czasem najpierw muzyka, potem zostaje kwestia rejestracji, podczas której coś tam dojdzie, coś zniknie… To chyba dość typowe i zarazem nudne.
A samej inspiracji nie szukam, co logiczne, na blokowisku, a daleko poza nim, na polach i bezkresnych lasach, którymi otoczone jest to miasto. Spędzam tam możliwie najwięcej czasu, a inspirację tam znalezioną zabieram do domu, do miasta. Chociaż np. nowy album prawie w całości powstał i został nagrany właśnie tam – w warmińskiej głuszy. Zresztą w ogóle na muzykę oraz teksty tak ze splitu jak i tegoż albumu bardzo duży wpływ miały właśnie pewne specyficzne miejsca i przeżyte w nich chwile, podczas gdy poprzednie dwa albumy powstały pod wpływem spokojnych przemyśleń – paradoksalnie – głównie w otoczeniu miasta (choć nie tylko). Wszystko to raczej kwestia tego, co nosi się wewnątrz, a nie otoczenia. Czasem specyficzne miejsce, chwila, doświadczenie może dostarczyć inspiracji na długi czas. Chociaż nie da się ukryć, że pewne warunki otoczenia mogą bardzo sprzyjać kreatywności lub jej przeszkadzać. Ale to logiczne.

Załóżmy przez chwilę hipotetycznie (bo przecież nikt by nie wpadł na tak głupi pomysł;] ), że masz swojego ziniacza. Ukrywając się pod mroczną ksywą, postanawiasz udzielić sam sobie wywiadu. Czy jest jakieś pytanie, które zawsze chciałeś usłyszeć, a nikt go nie zadał?

Udzielanie przez niektórych wywiadu samemu sobie wcale nie jest taką abstrakcją, jak by się wydawało… (wiem przecież – dop Ef) Ale szczerze mówiąc nie wiem, co to miało by być za pytanie. Może na przykład: czemu ostatnia pełna płyta pozbawiona była nadruku na CD? Odpowiedź – sam nie wiem. Interesujące, co?

Czytałem głupsze pytania;] A tak znowu zmieniając temat. Pochwal się od czego zaczynałeś swoją przygodę z metalem. Skąd pomysł? Byłeś zahukanym, pryszczatym chłopcem, który szukał kolegów, A ci na czarno wyglądali tak zajebiście?

Wcześniej (czyli w sumie w chuj dawno) słuchałem dość różnej muzyki, z przewagą jakiegoś tam rocka i pierdołowatych pseudometalowych zespołów, których słuchali znajomi, do tego okazyjnie coś ambitniejszego, więc poniekąd masz rację, hehe. Metal zaczął się wraz z doom metalem, który pokazał mi znajomy, o ile pamiętam. Zdaje się, że pierwsza była Anathema, potem sam znalazłem MDB i inne kapele, w tym funeralowe, które urzekły mnie na tyle, że mój pierwszy w miarę poważny projekt muzyczny oscylował właśnie w mniej więcej takim klimacie (chociaż jak sobie go dziś przypomnę to śmiać mi się chce). Gdzieś po drodze trafił sie Burzum i poszło z górki, chociaż przyznam, że cała ta norweska scena długo mnie przy sobie nie zatrzymała, pomijając pojedyncze kapele i wydawnictwa. O wiele większe wrażenie zrobiła na mnie za to scena rosyjska (BBH), i wrażenie to trwa do dziś.;]

Zupełnie w innym miejscu, rozmawiam właśnie z Alne. I teraz pojawił się temat pewnej odrębności i tożsamości Polaków. I teraz moje pytanie – nie lubię na ten temat rozmawiać w sposób pompatyczny, lub z drugiej strony martyrologiczny. I w tym upatruję tego, że ludzie w dupie mają generalnie rzecz biorąc historię, jak wiesza się prawidłowo polską flagę i patriotyzm ogólnie – bo ten kojarzy mu się źle. Jak uważasz powinno się tego uczyć w jaki sposób pokazywać. Czy muzycy też mają mieć w tym udział? „Powstanie Warszawskie” Lao Che i płyta L.u.c.a „39-89 zrozumieć Polskę” to dobra droga?

Ludzie wcale nie mają aż tak bardzo w dupie patriotyzmu, a i powoli zaczyna się jego mały  renesans, a wszystko paradoksalnie dzięki odgórnym próbom jego tłamszenia. Muzycy jak najbardziej mogą mieć w tym udział (tzn. w renesansie, nie tłamszeniu…), muzyka to bardzo silny nośnik treści, podawanych w emocjonalny sposób, zatem ze zwielokrotnioną siłą. Bardzo mi się podoba, że patriotyczny nurt pojawia się w muzyce – i to już nie tylko podziemnej, niszowej, a to o czymś świadczy. Patriotyzmu uczyć nie trzeba (zwłaszcza na siłę), ale trzeba go rozbudzać i pokazywać – wiele udanych inicjatyw (paradoksalnie również mniej lub bardziej państwowych) pokazuje, że często jest to kwestia odpowiedniego podejścia – i to działa. Płyta Lao Che bardzo mi się podobała, tego drugiego nawet nie przesłuchałem – to nie dla mnie – ale inicjatywa pewnie ciekawa.

Czy zaczyna się renesans? Obawiam się, że nie. Mam wrażenie, że to bardziej moda, której przyczynku upatrywał bym w takiej, a nie innej narracji politycznej. Ale – chociaż to ciekawsze – wróćmy jeszcze na chwilę do muzyki. Bujasz się pewnie trochę po mieście orientujesz się co tam na scenie pagan/folk ciekawego? Jakieś nowe objawienia, albo spektakularne katastrofy?

 No nie wiem. Ja widzę wzrost patriotyzmu w wielu środowiskach, w tym w niektórych sektorach popkultury. Moda, nie moda, zależy gdzie i u kogo, ale jak wspomniałem to po prostu naturalna reakcja na absurdalną politykę w tej kwestii, tak polskiego rządu jak i totalitarystów z Brukseli. I myślę, że będzie coraz lepiej.
Co do bujania się… coś tam się orientuję, stosunkowo niedawno wyszła debiutancka płyta Alne z Olsztyna, rewelacyjna rzecz… A poza tym, to nie wiem, z metalu oprócz tego chyba  nic nowego nie odkryłem. A, nowa płyta Munruthela za rogiem, to kupuję w ciemno.

No nie wiem – ja takie wzrosty pamiętam już wcześniej. I wynikało z nich mało. Nie czas jednak na takie rozmowy, bo wódki nie ma. Wróćmy na chwilę do muzyki. Wiem, że koncertów nie gracie (albo źle wiem), ale tak mnie ostatnio coś sprowokowało do następującego pytania. Z kim byś nie zagrał koncertu? Domyślam się, że wiesz skąd się wzięło to pytanie. Czy poglądy naprawdę powinny kierować tym czy z kimś zagramy, czy nie?

No, to pozostaje mieć nadzieję, że teraz coś z niego wyniknie, zresztą po troszku już zaczęło. Ale fakt, nie mamy wódki, ani całej nocy, a co gorsza nie możemy dać sobie po ryju w razie czego, więc zostawmy to.

Tak, kiedyś często gęsto graliśmy próby, ale wszystko chuj strzelił z powodów personalnych i technicznych. Teraz jednak znów mamy możliwość grania i to sensowniejszą niż kiedykolwiek wcześniej, więc kto wie…
A czyżby chodziło o słynną bitwę o Arkonę anno 2012? Nie chce mi się tego komentować, ale powiem tylko, że decyzja organizatorów była równie dziwna, co żałosne były reakcje niektórych ludzi. Co do naszego ewentualnego występu, to trudno mi tu generalizować, chociaż faktycznie z zespołami prezentującymi pewne treści na pewno bym nie zagrał, zresztą wątpię, że one chciałby grać z nami. To z kim grasz koncert może też przekładać się na rodzaj publiki, chociaż z drugiej strony ta często ma w dupie co gra, byleby można było do tego pomachać swoim pustym łbem.

A na koniec zupełnie banalnie. Wszak wywiad ma promować zespół, a ten ni chuja tego nie robi. Powiedz więc , co dalej ze Stworz? Wszystkie te nudy w stylu, pracujemy wytrwale, następny krążek będziemy naszym najlepszym itd. Dzięki za wywiad i kiedy wpadasz na wódkę.;]

Pracujemy wytrwale, następny krążek będzie pewnie najlepszy, ale i zarazem dość inny od tego, co było na Synach Słońca, może być lekkie zaskoczenie. Poza tym są plany na jeszcze inne wydawictwa (w tym kontynuację Słońcakres, o ile nie przerodzi się to w oddzielny twór), ale wszystko to gdzieś w 2013, wcześniej nie da rady, aczkolwiek na pewno już do tego bliżej, niż dalej. Na wódkę w końcu przyjadę, i również dzięki za wywiad. Teraz czekamy na charakterystyczny dla tego portalu ból dupy w komentarzach.:)

wywiad przeprowadził: Ef


Napisany przez: bart | Wywiady

3 komentarze

  1. Koń
    10 Wrz 2012, 8:41 pm

    w bulu i nadziejah

  2. Haim Schnitzelmann
    10 Wrz 2012, 10:36 pm

    Ciekawostka, Ef potrafi robić na prawdę ciekawe wywiady, ale recenzje są przechujowe. Przypadek?

  3. albert
    12 Gru 2012, 10:46 am

    mi sie podoba, Stworz słucham, bardzo fajna kapela ;)

Dodaj komentarz